014959
krasnal-2

Psycholog: Co zamiast “Nie płacz”?

wiewiorka

Psycholog: Co zamiast “Nie płacz”?

Drodzy Rodzice i Nauczyciele,

„Nie płacz”. Chyba nie przesadzę, gdy napiszę, że niemal każdemu zdarzyło się tak powiedzieć do płaczącej osoby.
„Nie płacz” czasem wynika z naszego dyskomfortu – źle się czujemy, gdy ktoś przy nas wyraża nieprzyjemne uczucia, w szczególności te „zabierające energię” – smutek, żal, tęsknotę, bezsilność. Nie wiemy, co powiedzieć. „Nie płacz” może wypływać z troski. Sądzimy, że te słowa będą pomocne – pozwolą dziecku lepiej sobie radzić. Mamy dobre intencje.

Mimo to „Nie płacz” jest komunikatem z kategorii zaprzeczania emocjom.
Tym bardziej w towarzystwie słów „Nic się nie stało”, „Nie ma powodów do płaczu”. W zeszłym roku wskazywałam, jak ważne jest akceptowanie uczuć – to ono wspiera rozwój emocjonalny dziecka. Zaprzeczanie utrudnia lub wręcz uniemożliwia radzenie sobie.

Dla jednych jest to oczywiste. A jednak wciąż gdzieś słyszę „Nie płacz” – kierowane do dziecka, dorosłego.
Powtarzamy te same teksty, które kierowały do nas ważne osoby. Nie zawsze były one wspierające. Nasi rodzice i dziadkowie nie mieli warsztatów z umiejętności wychowawczych ani szkoleń z pierwszej pomocy emocjonalnej. Nie mieli takiego dostępu do wiedzy. My mamy.
Jednak nawet wówczas, gdy mamy wiedzę, w sytuacji trudnej automatycznie cisną nam się na usta te same słowa – np. zaprzeczające uczuciom. Mnie też.
Zwłaszcza w złości, która blokuje empatię. Dlatego tak ważne jest zadbanie w pierwszej kolejności o własną złość.
To naturalne, że będzie się tak zdarzać. Nie chodzi o nieustanne kontrolowanie tego, co mówimy, lecz o pracę nad sobą – choćby o przyłapywanie siebie na wypowiadaniu niewspierających tekstów.

Dlaczego ktoś miałby nie płakać?

Płacz jest sposobem radzenia sobie z emocjami.
Łzy płyną nie tylko w smutku, ale też w złości, ze wzruszenia czy szczęścia. To cenna strategia, która niepotrzebnie obrosła mitami o słabości, miękkości i niezaradności. „Chłopaki nie płaczą” rzuca ktoś w obawie, że płacz syna będzie postrzegany jako przejaw nieradzenia sobie.
A łzy są po to, by właśnie pomóc radzić sobie z napięciem. Ciekawostka: we łzach znajduje się kortyzol – hormon stresu. Poprzez płacz organizm pozbywa się jego nadmiaru. Taki mądry mechanizm regulacji!

Wypłakanie się pomaga. A co nie pomaga? Usłyszenie „Nie płacz już”.

Co można powiedzieć zamiast „Nie płacz”?
– „Opowiedz mi o tym (jeśli chcesz)”
– „Widzę, że jest Ci smutno, bo…” (opisujemy powód, jeśli znamy)
– „To było naprawdę straszne / smutne / przykre”
– „Nic dziwnego, że jest Ci smutno / przykro”
– „To jest dla Ciebie naprawdę trudne”
– „Jestem tu z Tobą”
– „Bycie smutnym jest w porządku”
– „Czego teraz potrzebujesz?”
– „Może chcesz się przytulić?”
– „Słyszę, że potrzebujesz chwili. Będę tu niedaleko. Gdy tylko będziesz gotowy, to zawołaj, przyjdź…”
– „Będę tu, gdy będziesz mnie potrzebować”
– „Poradzimy sobie z tym”
– „Słucham Cię”
– „Pomogę Ci”

Płacz jest ok. Pomaga domknąć cykl stresu, oczyścić się i wyregulować.
A potem wstać i dalej zdobywać świat.

Marcelina Westphal
psycholog

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Skip to content